18
luty 2014

Jeść jak mężczyzna

Zwłaszcza żonaci mogą liczyć na obfity posiłek w domu. Gdy patrzę na mojego teścia, to nie widzę szans, by niedzielny obiadek, a myślę, że i codzienny posiłek, obył się bez mięsa, zawiesistych sosów i wszelkich tego typu pyszności podniebienia.

Przyzwyczajenia, jakie wyniosło się z domu, nakładają się na przyszły związek. A to oznacza, że kotlet należytych rozmiarów, do tego zasmażane buraki lub kapusta, nie znikną tak szybko z tradycyjnego rodzinnego jadłospisu.

Nie ma szans. Takie jest zresztą przekonanie wśród płci pięknej, która nadal dominuje w kuchni. Z popularnym schabowym może ewentualnie konkurować pierś z kurczaka lub ryba, ale bez szans na zajęcie pierwszego miejsca. Ton posiłkom nadaje żona, to ona przyrządza menu, ona gotuje tak, jak mąż lubi. Ona decyduje, jak w tradycyjnej rodzinie wygląda podstawowy posiłek, także dla dzieci. Bo gotowanie jest wyrazem miłości.

Mężczyzna musi zatem dobrze zjeść a na dodatek „nic nie może się zmarnować”. Wszystko musi być wysokokaloryczne i sycące. Zmiany w tej sferze zachodzą w polskiej kuchni powoli, bardzo powoli i nie zawsze idą w dobrym kierunku. Bo komu na przykład przeszkadzała zupa? W wielu rodzinach została ona wyparta, na rzecz „drugiego” oraz kawusi i ciasteczka. To samo w restauracjach. Jeśli juz się tam wybieramy, najczęściej zamawiamy drugie, i może do tego deser. A przecież i tutaj są dostępne są niskokaloryczne, czyli zdrowsze, dania.

W trudnej sytuacji żywieniowej, w jakiej znaleźli się mężczyźni, moja pani doktor uważa, że nie ma różnić miedzy kobietą a mężczyzną, chorujemy na to samo, bo spożywamy coraz więcej zupełnie niepotrzebnego i wysokokalorycznego, wysokoprzetworzonego jedzenia. Dlatego najpóźniej po 50. roku życia mężczyźni zaczynają tyć, potem hamowany jest metabolizm i zaczyna się cukrzyca, kłopoty z nadciśnieniem. Mężczyzna w tym wieku ma juz solidnych rozmiarów brzuszek, nie chwali się co prawda podwyższonym cholesterolem, ale ma kłopoty z choroba niedokrwienna serca (zatykanie naczyń wieńcowych). Jeśli do tego dołożymy permanentny stres, brak ruchu (bo wszędzie jeździmy, windą i samochodem), palenie papierosów i obciążenia genetyczne, to możemy być pewni, że wykonaliśmy duży krok, by zawał dopadł nas jeszcze przed 60-tką. To są fakty.

Coraz liczniejsze badania naukowców potwierdzają, że nawet niewielka zmiana stylu życia przynosi odczuwalne efekty. Doświadczyłem tego na sobie, kiedy cholesterol skoczył mi do 300 jednostek. Odstawienie batoników, wędlin wieprzowych i zamiana masła na margarynę ze stenolami roślinnymi pozwoliła obniżyć „zły” cholesterol o 72 punkty i to zaledwie w półtora miesiąca! Nigdy bym w to nie uwierzył, gdyby ktoś mi o tym opowiedział.

Dlatego teraz już wiem, że to nie marketing, ale zdrowy rozsądek powinien podpowiedzieć nam, że w zdrowie warto inwestować na każdym etapie życia. Lepiej zrobić to wcześniej, niż za późno.

Ryszard Sterczyński
Red. „Żyjmy Dłużej” 

Kilka zasad zdrowej kuchni

1. Zadbaj o posiłki, w których będzie proporcjonalnie dużo nie gotowanego pokarmu - organizm wykorzysta go bardziej ekonomicznie (oszczędzajmy nasz układ metaboliczny).
2. Zadbaj o zielone liście w codziennej diecie (zielone warzywa, szczególnie te liściaste, mają dobroczynny wpływ na zdrowie).
3. Ogranicz spożywanie mięsa - zazwyczaj jemy go za dużo.
4. Traktuj mleko jako dodatek do diety, a nie główne pożywienie.
5. Zjadaj dziennie jeden główny posiłek i dwa mniejsze, prostsze. Wyklucz jakiekolwiek przekąski między posiłkami.
6. Starannie przeżuwaj (aby najwartościowsze składniki jedzenia nie były marnowane).

Powyższe wskazówki żywieniowe zaczerpnięto z książki autorstwa Ruth Kunz-Bircher „Kuchnia Naturalna”, Spółdzielcza Agencja Reklamowa SPAR, 1992. 

Piramida zdrowego żywienia 

Instytut Żywności i Żywienia, Warszawa